😉

Młodzi, kreatywni, bezkompromisowi, z pomysłem na siebie, a co więcej – szczerzy i otwarci muzycy z Eris Is My Homegirl opowiadają o zespole, Polsce, nagrywaniu albumu, trasie z Vaderem i nie tylko! 

Występując w „Must Be The Music” zaprezentowaliście zdecydowanie inny image niż ten obecny. Zmiany te nie spotkały się ze zbyt wielkim entuzjazmem Waszych fanów, niektórzy z nich poczuli się oszukani. A jak Wy się do tego odnosicie? I czy naprawdę tak jest?
Ernest: Na pewno nie uważamy, że zostali oszukani, tylko po prostu każdy zespół w pewnym momencie zaczyna ewoluować. My nie nagraliśmy żadnego materiału oprócz jednego demo i nasza muzyka zwyczajnie się zmieniła!
Jacek: Oprócz tej ewolucji, o której wspomniał Ernest, to należy pamiętać jeszcze o tym, że zaczęliśmy tak naprawdę działać w kwietniu 2011 roku i idąc do programu „Must Be The Music”, wiedzieliśmy, co chcemy grać, ale nie mieliśmy ani możliwości, ani wiedzy na temat, jak stworzyć taką muzykę. I dopiero teraz, kiedy minął rok od programu, możemy szczerze powiedzieć, że gramy właśnie to, co zawsze chcieliśmy grać i w dodatku wiemy, jak robić taką muzykę, dlatego się nią zajmujemy.

😉

Oprócz tego program pomógł Wam też w innych aspektach. Mogliście się pokazać szerszej publiczności, co zaowocowało tym, że zagraliście wspólną trasę z Vaderem. Jak to wspominacie? Czy nauczyliście się czegoś od legendy death metalu?
Ernest: Jacku.. 
Jacek: Ja trasę z Vaderem wspominam bardzo dobrze! Działo się tam wiele. Dużo nas to na pewno nauczyło. Rzuciliśmy się ponownie na głęboką wodę, podobnie jak w przypadku udziału w programie. I wiele nam to dało. Tak, wiem, powtarzam się, jednak nie mogę więcej powiedzieć, bo jak nas nauczyli: to, co wydarzyło się na trasie, zostaje na trasie! (śmiech)

Za dwa dni koniec roku 2012 (wywiad był przeprowadzany 29.12.2012 r.), zatem to czas pewnych podsumowań. Jak oceniacie minione miesiące? Wystąpiliście na Woodstocku, pracujecie nad płytą. Przełomowy rok, czy to dopiero przedsmak tego, co nadejdzie?
Ernest: Oj, nadejdzie. Zdecydowanie. To początek tego, co czeka ludzi w 2013.
Jacek: Wydaje nam się, że ten 2013 rok będzie dla nas najlepszym. Aczkolwiek 2012 był także fantastyczny!
Ernest: I mamy nadzieję, że po premierze płyty będzie jeszcze lepiej!

Właśnie, skoro jesteśmy przy tym temacie, to jak Wy z perspektywy twórców ocenilibyście swój album. Bo pewne jest, że każdy z fanów odbierze ją na własny sposób. A Wy jak ją oceniacie?
Ernest: Nie, nie, my nie możemy tego zrobić, gdyż będziemy zawsze patrzeć na to subiektywnie. Nam ona się podoba. Na razie podczas koncertów jest BARDZO dobre przyjęcie!

Zatem kiedy wyjdzie płyta?
Jacek: 15 stycznia wchodzimy do studia , a kiedy się pojawi, to jeszcze nie wiemy..
Już wiecie, jak będzie się ona nazywać?
Jacek: Wiemy, wiemy, ale nie zdradzimy! (śmiech)

Na facebooku piszecie też o tym, że bardzo długo czasu zajmuje Wam praca nad płytą i że często siedzicie do późna w studiu. Jesteście zmęczeni czy macie jeszcze trochę sił?
Jacek: Oj, jesteśmy. I to bardzo..
Ernest: To strasznie męczące. Chociażby ostatnim razem, kiedy byliśmy w studiu, dopieszczając różne szczegóły, to siedzieliśmy tam od godziny 16 do 4 bądź 5 nad ranem.
Jacek: I na drugi dzień od razu do pracy, do szkoły. Także ostatnie trzy miesiące były dla nas naprawdę wyczerpujące, ale mamy nadzieję, że to wszystko zakończy się pięknym owocem w postaci płyty, która zostanie bardzo dobrze przyjęta.

Na swoim fan page’u publikujecie wpisy w języku angielskim. Czy to oznaka tego, że chcecie wyjść poza Polskę?
Jacek: Mamy dużo zagranicznych słuchaczy..
Ernest: Tak, mamy bardzo dużo fanów poza Polską i mogłoby się wydawać, że tak wcale nie jest, bo nie udzielają się w komentarzach , itd., ale obecnie mamy chyba ponad 35 tys. lajków, z czego około 10 tys. jest zza granicy. I po prostu wypada pisać także po angielsku, wypada.
Jacek: Polski jest na pierwszym miejscu, potem angielski, więc chyba nikt nie powinien mieć z tym problemu.
Ernest: A te osoby, które piszą: „Oo, gwiazdorzycie” nie mają racji.

Nie czujecie się gwiazdami?
Jacek: Nie. Jak wydamy trzy płyty, to będziemy mogli sobie pogwiazdorzyć. Jesteśmy normalnymi ludźmi, zawsze nimi byliśmy, a jak ktoś nas odbiera tak a nie inaczej, to już nie nasza sprawa, prawda?

Opisuje się Was jako jeden z najbardziej kontrowersyjnych zespołów w Polsce ostatnich lat. Czy tak jest naprawdę, czy może jest to spowodowane tym, że do tej pory taka muzyka, jaką Wy tworzycie, nie była obecna na polskim rynku i przede wszystkim w mediach?
Ernest: Może tak. Zacznijmy od jednej bardzo ważnej sprawy – wyglądamy, jakby nie patrzeć, trochę…
Jacek: Odbiegamy od standardów! (śmiech)
Ernest: Tak, właśnie. Odbiegamy od standardów, że tak powiem, polskich. Może i jest to bardzo nie na miejscu, że mówimy tak o naszym kraju, ale niestety, to prawda. Jest tutaj strasznie zaściankowo. Wystarczy spojrzeć na moje spodnie czy też fakt, że ktoś ma trochę dłuższe włosy albo tunele, kolczyki, tatuaże, to od razu jest to uznawane, brzydko mówiąc, za pedalstwo.

A czy podczas koncertów, tras po Polsce spotkaliście się z jakimiś przejawami agresji, nienawiści z tego powodu?
Jacek: Hm, na szczęście nie. Jedynie Rzeszów dał się we znaki, dlatego tam już nie jeździmy.

Z pewnością macie swoich idoli. Z kim chcielibyście wystąpić na scenie i dlaczego?
Jacek: Asking Alexandria.
Ernest: Attack Attack!, gdyż to jest zespół, który tak naprawdę wprowadził mnie do tego świata i zainspirował, ale mam tu na myśli tylko stare Attack Attack.
Jacek: Na pewno nie nowy singiel.

Wiele osób ma za złe Wam to, że używacie auto tune i nawet spotkałam się z opiniami, że robicie to po to, aby ukryć swoje braki wokalno – techniczne? Czy tak właśnie jest? Czy po prostu się Wam to podoba?
Ernest: Gdy używaliśmy tego na początku, to nie oszukujmy się, ja dopiero raczkowałem w czystym śpiewie i rzeczywiście trochę to retuszowało wszelkie niedoskonałości. I zdecydowanie nam się to podobało. A teraz chyba powoli odchodzimy już od tego.
Jacek: Ale na pewno nie zrezygnujemy z tego w 100%.

Czy jest jakiś koncert, który szczególnie utkwił Wam w pamięci?
Ernest: Woodstock?
Jacek: A mi na przykład koncert na WOŚP – ie, kiedy występowaliśmy w Żyrardowie w Domu Kultury. Naprawdę dobrze mi się wtedy grało. I super było, naprawdę!

A czy ma dla Was znaczenie to, czy gracie w większym mieście bądź w mniejszym?
Jacek: Nie, to nie ma większego znaczenia.
Ernest: Chociaż prawdę mówiąc, o wiele bardziej zapadają w pamięć te występy w mniejszych miejscowościach.
Jacek: Właśnie. I nie wiem nawet, dlaczego. Po prostu tak jest.

To Wasza pierwsza wizyta w Radomiu, prawda? Z czym kojarzy się Wam to miasto?
Jacek: Jesteśmy tu po raz pierwszy. Z czym… z ostatnich newsów (śmiech)..
Ernest: Z chytrą babą! (śmiech)

A jakie macie oczekiwania względem dzisiejszego koncertu?
Ernest: Chodzi nam o to, aby każdy dobrze się bawił. Chociaż jesteśmy trochę zaskoczeni, bo okazało się, że nie ma supportów i gramy sami.
Jacek: A oni nawet nie przyjechali. Dla nas takie zachowanie jest po prostu nieprofesjonalne, bo chodzi o to, że my się staramy, aby za każdym razem dać z siebie 100%, a może czasami nawet i 110%.
Ernest: Ale jeśli ktoś nie chce skorzystać z szansy pokazania się szerszej publiczności, to cóż..

Rok temu występowaliście podczas Sylwestra. A jakie są Wasze tegoroczne plany?
Jacek: Nie, w tym roku dajemy sobie z tym spokój. Dlatego właśnie gramy teraz przed Nowym Rokiem te kilka koncertów. I naprawdę, proszę nam wierzyć, że tworzenie materiału na płytę, to bardzo ciężka robota.
Ernest: Tak samo jak granie koncertów.
Jacek: Większości ludzi wydaje się, że „oo, zawiozą ich, wszystko im załatwią, zaniosą sprzęt”, a tak wcale nie jest. Wszystko to wygląda zupełnie inaczej, szczególnie u nas w Polsce.
Ernest: Wszędzie tak jest, chyba że mówimy o takich zespołach jak Slayer, Metallica, to one tak, nie muszą zajmować się takimi sprawami jak transport, sprzęt, nocleg. A my wszystko robimy sami.
W takim razie życzę udanego koncertu!
Jacek: Dzięki bardzo!

Rozmawiała: Darja

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj