Płytą „Lucid moments” zespół Tune podbił serca słuchaczy i rozbudził w nich apetyt na więcej!

A tym więcej jest oczywiście drugi album, o którym Adam Hajzer i Kuba Krupski mówią w poniższym wywiadzie. Mówią też o innych, równie ciekawych rzeczach. Jakich? Dowiedzcie się sami!

Daria Prygiel: Jesteście właśnie w trakcie trasy koncertowej. Jak oceniacie dotychczasowe koncerty? Który z nich najbardziej zapadł Wam w pamięci?
Kuba: Tak, tak, jesteśmy obecnie w trakcie największej polskiej trasy koncertowej i bardzo się cieszymy, że wreszcie odwiedzamy Radom, że w końcu coś w tych okolicach, bo ja tutaj niedaleko mam rodzinę.
Adam: Wszystkie koncerty zapadają nam w pamięci, gdyż każdy z nich jest wyjątkowy, zależy, o co pytasz. Choć co prawda nie będziemy ukrywać, że nasze rodzinne miasto – Łódź, było bardzo ważne ze względu na atmosferę.
Kuba: Kraków był bardzo sympatyczny, Wrocław także, jeżeli chodzi o ludzi, bo brzmienie klubu już nie.

Wiem, że wiele osób jeździ za Wami po całej Polsce, aby móc być na koncertach. Jak myślicie, co ich do tego skłania? Co ich przyciąga do Tune?
Adam: Kochają nas. (śmiech)
Kuba: Janusz Kowalski – akordeon.
Adam: Wiktor Pogoda – perkusja. No nie wiem, fajne chłopaki jesteśmy.
Kuba: Jest zapewne coś takiego, że ta muzyka sprawdza się w 100% na żywo i rzeczywiście jest kilka takich osób, które pojawiają się na każdym występie.
Adam: Poza tym każdy nasz koncert wygląda zazwyczaj inaczej, przynajmniej w 1/3. Są to improwizacje, trochę teatru.
Kuba: Albo może liczą, że któryś z nas się wywali na przykład, albo potknie.

Właśnie – Wasze koncerty niekiedy przypominają widowisko teatralne, więc może pojawił się już pomysł, by je zarejestrować i wydać na płycie DVD?
Kuba: Tak, już dostaliśmy taką propozycję nagrania DVD koncertowego w Operze Śląskiej i jesteśmy cały czas otwarci, i mamy nadzieję, że to wypali pod koniec tego roku.

Byliście określani jako debiut roku, po występie w Must Be The Music pojawiły się także słowa: objawienie roku. Nie czujecie presji związanych z tymi słowami?
Kuba: Nie, ani presji, ani obciachu. Znaczy – czujemy presję od początku działania, ale jest to presja tworzenia.
Adam: Czyli aby działać i iść do przodu. Wydajemy następną płytę w tym roku.
Kuba: Na pewno Must Be The Music nie było wisienką na torcie dla nas.

Będąc przy temacie nowego albumu – kiedy możemy się go spodziewać?
Kuba: Listopad. Będziemy starać się, aby wydać ją w tym roku, a singiel powinien ukazać się już na dniach.

A czy nie jest dla Was obciążeniem, że wszyscy oczekują, aby ta druga płyta była lepsza od poprzedniej?
Kuba: Musi być lepsza.
Adam: Nie boimy się tego, bo będzie lepsza. (śmiech)
Kuba: W sumie to już jest. W części. To jest niestety ciężkie brzemię drugiej płyty, że musi okazać się ona o wiele lepsza od debiutu, szczególnie że nam udało się nagrać naprawdę dobry pierwszy album, to z tą drugą jest już przechlapane zupełnie.

A czym zamierzacie zaskoczyć tym razem?
Kuba: Lajtowym popem, disco i reggae. (śmiech)
Adam: Jednocześnie chcemy wbić się trochę w mainstream, bo ciężko się zarabia.
Kuba: A tak serio – myślę, że tematem zaskoczymy, gdyż znowu będzie to koncept.
Adam: Ale cały czas będzie to Tune.

Pierwszy album, tak jak wspomniałeś, był oparty na określonym koncepcie, którego bohaterem był Michael. Dlaczego wybraliście to imię? Jest to przypadek czy może jednak nie?
Kuba: Michał. Hm.. piękne imię. Nie wiem.
Adam: To tak samo jak w przypadku pytań, dlaczego nazywamy się Tune. Po prostu dobrze brzmi.
Kuba: Akurat tak się złożyło, że ta ciężka choroba psychiczna przypadła na człowieka, który nazywa się Michael. Choroba nie wybiera imion.

Sam użyłeś stwierdzenia: choroba psychiczna. Nie macie wrażenia, że właśnie Wasza płyta może prowadzić do depresji i dołować?
Adam: Podobno tak się dzieje.
Kuba: Ona nie wpędza w depresję, ale pokazuje zrozumienie wobec tej depresji, a nawet z niej wyciąga.
Adam: Poza tym czasami dobrze odbić się od dna. Gdy ktoś naprawdę czuje się źle, to puszczanie mu wesołych piosenek , jest okrucieństwem. Dlatego lepiej czasami kogoś ściągnąć na sam dół i tutaj pokazać, co się dzieje, aby mógł sobie z tym poradzić.
Kuba: Ludzie i tak przez większość czasu antenowego są karmieni muzyką łatwą i przyjemną.
Adam: Co czasami też powoduję depresję.
Kuba: Dlatego dobrze czasami kogoś „sklepać”.

A czy na drugiej pojawi się jakiś kawałek o miłości?
Kuba: Wszystkie nasze utwory są o miłości. (śmiech) Nawet na Lucid Moments. Cała płyta jest o miłości. My po prostu trochę stronimy od słowa „miłość”, ale wszystko i tak jest o pewnej, mniej lub bardziej dziwnej, odmianie miłości.

Czyli chcecie być dziwni? Do tego dążycie?
Kuba: Nie chcemy być. Jesteśmy. (śmiech)

Lucid Moments ukazało się jako niezależne wydawnictwo. Czy z drugą płytą będzie podobnie?
Adam: Jeśli chodzi o Polskę, to prawdopodobnie tak, chociaż czekamy na propozycje. Jednak zagraniczne wydawnictwa będą nam potrzebne, gdyż ta płyta zostanie bardziej ukierunkowana na eksport.

W takim razie planujecie trasę koncertową zagranicą?
Kuba: Mamy w planach trasę w Polsce, ale chcielibyśmy przyjechać do Polski już zagranicy.

Czyli chcecie być tym zespołem, któremu udało się poza Polską. Czy to jest Wasze największe marzenie w kwestii muzyki?
Kuba: Nie do końca. Jeśli się spełni, to głupio by było, jeśli okazałoby się największym, bo potem nie byłoby już co robić. Ale jest to nasz cel. Tymczasowy. Nie taki, że wyjeżdżamy i umieramy. Wyjedziemy i zobaczymy, co dalej.

Należycie do zespołów, które łamią pewne granice, chociażby przez to, że użyliście akordeonu w muzyce rockowej. Czy chcecie przekroczyć jeszcze inne bariery? Jakie?
Adam: Trójkąt. (śmiech)
Kuba: Łamanie granic… Nie do końca o to chodziło.
Adam: To jest po prostu środek wyrazu. Akordeon wytwarza brzmienie, które nam się osobiście podoba. I na ten sam pomysł wpadło kilka innych zespołów, może bez rozgłosu, ale nie uważamy, że musimy używać akordeonu, aby było oryginalnie.

Wasza płyta w całości pojawiła się w sieci i można pobrać utwory bez zakupu albumu. Jak Wy odnosicie się do tego, że ludzie nie kupują oryginałów, a pobierają piosenki z Internetu?
Kuba: Bierzcie, co chcecie.
Adam: I pijcie z tego wszyscy! (śmiech)
Kuba: Nie będziemy nikomu robić awantur, bo wiemy, że coś tam sobie pobrał, ponieważ ci ludzie, którzy ściągają muzykę z Internetu, najczęściej kupują także płyty.
Adam: Na razie nie odczuliśmy, że jesteśmy biedni z tego powodu, bo o dziwo, udaje nam się sprzedawać płyty. Może dlatego, że Lucid Moments jest wydane bardzo bogato, jest dopracowane także w kwestii grafiki, książeczki. I ludziom to się podoba, więc chętnie kupują ten album.
Kuba: Tak, bo to jest chyba taki produkt, który warto mieć na półce.

Wyczytałam, że podczas pracy nad Lucid Moments inspirowaliście się różnymi artystami. A jak jest podczas tworzenia następnego albumu? 
Adam: Nie, my się nie inspirowaliśmy, to są opisy z Internetu. (śmiech) Przyklejają nam łatki. Przyczepili nam The Doors, Pink Floyd…
Kuba: Wszystko nam przyczepili!
Adam: A my w żadnym wywiadzie nie powiedzieliśmy, że się tymi artystami inspirowaliśmy. Wiadomo, że każdy z nas słucha jakiś wykonawców i to może być pewna wypadkowa tego, co robimy. Ale ostatnią rzeczą, jaką chcieliśmy zrobić, to „o, nagrajmy coś w tym stylu”.
Kuba: Robimy coś, co mamy w głowach, a że w głowach mamy zamierzchłe czasy wczesnego liceum, kiedy słuchaliśmy dużo różnej muzyki, to siedzi w nas.

Spotkałam się z takimi komentarzami, że Must Be The Music to pójście drogą na skróty. Czy Wy też tak uważacie?
Kuba: Nie ma innej drogi..
Adam: To już nie te czasy. Must Be The Music jest medium do pokazania muzyki i to wszystko. Myślę, że gorzej by było, gdybyśmy poszli tam i zagrali covery – to mogłaby być droga na skróty. Ale my wykonywaliśmy przez cały program własny materiał dla szerokiej publiczności. I oto w tym chodzi – aby pokazać się ludziom. A my się ludzi nie boimy. Bez względu na to, czego słuchają.
Kuba: To był po prostu koncert dla dużej ilości osób. Poza tym, kurczę, to jest naprawdę dobry program.
Adam: Właśnie, to program ma poziomie.

A jak ocenicie polską scenę art rocka? Gdyż określa się Was jako zespół wykonujący ten gatunek muzyki. Kolejna łatka, którą się Wam przykleja, czyli niszowa muzyka.
Kuba: No, jest niszowa. Dzięki Bogu. (śmiech) Art rock i prog rock to są te określenia, którym najczęściej się nas opisuje.
Adam: Nic nie mamy do tych gatunków, tylko problem w tym, że polska scena progrockowa nie jest progresywna.
Kuba: A artrockowa nie jest artystyczna. Natomiast my mamy trochę inny pomysł na siebie.
Adam: To ja już wolałabym jazz grać.
Kuba: Byśmy mieli szanse w Nowym Jorku.

A czy chcecie na drugiej płycie połączyć jeszcze inne gatunki niż do tej pory?
Adam: My na ogół mieszany gatunki i mam nadzieję, że na kolejnym albumie pokażemy to jeszcze bardziej.
Kuba: Gdyż na pierwszym zostały wymieszane mało znane gatunki.
Adam: No jak – disco polo, reggae. (śmiech)
Kuba: Tak, rzeczywiście. Każdy z nas słucha różnej muzyki i nieuniknione jest połączenie tego.
Adam: To wszystko kwestia formy, zamknięcia tego zgrabnie. I na drugiej płycie będzie to bardzo ładnie wyeksponowane.

A czy teksty Waszych utworów są oparte na własnych doświadczeniach czy jedynie obserwacjach?
Kuba: To teksty Leszka i są one oparte na jego przeżyciach, ale tak naprawdę także na doświadczeniach 70% całego świata. Ja dołączyłem do Tune, kiedy oni mieli już całą płytę. I wtedy siedziało w Leszku taka rzecz pt. „Robie coś od rana do wieczora i nie widzę w tym żadnego sensu”. Czyli życie jak maszyna do produkowania samochodów albo kręcenia lodów. I człowiek nagle zdaje sobie sprawę, że nie pamięta, jak spędził dzień, bo nie robił niczego wartego zapamiętania. My wszyscy wtedy mieliśmy w głowie pytanie: czego w zasadzie chcemy?
Adam: To nie była tylko chęć nagrania płyty, koncertowania, ale także chęć wyrwania się z letargu. Ogromna liczba osób żyje tradycjami, codziennością, rutyną.. I każdy prawdopodobnie chciałby coś zmienić, ale zazwyczaj nie robi nic w tym kierunku. Może zabrzmiało to banalnie, ale zostało to potem w historii bohatera, w tekstach.
Kuba: Bo Michael jest taką osobą, która przestaje ogarniać świat, który go otacza i zamyka się w
sobie. Czyli zrobił coś, czego my tak naprawdę nie zrobiliśmy, bo my się z tego wyrwaliśmy.
Adam: I fakt, że jak już obudził się z tego życia, to okazało się, że jest trochę przestraszony, ale tak właśnie musi być, bo to jest taki trochę zamach na siebie – zmiana swojego życia o 180 stopni.
Kuba: Fajnie jest mieć swój świat, ale nie taki, w którym żyje się samemu, bo to po prostu bez sensu.

Będąc przy kwestii tekstów, są one pisane tylko i wyłącznie w języku angielskim. Spowodowane jest to tym, że po angielsku pisze się łatwiej?
Kuba: Nie, są na eksport (śmiech). Tune nie będzie robić po polsku, nie. Angielski jest językiem uniwersalnym. Zapewne słuchasz dużej ilości muzyki i 70% z tego to utwory napisane w języku angielskim, czyli przeciwnie do ustawy o polskich rozgłośniach, gdzie powinno być 70% muzyki w języku polskim, a 30% zagranicznej.
Adam: Możliwe, że tutaj na miejscu jest nam ciężej dlatego, że tworzymy po angielsku, ale mam nadzieję, że odbije się to zagranicą.
Kuba: Jest jeszcze ciężej ze względu na tę ustawę, która weszła w życie ostatnio, bo przez to konkurujemy z zespołami z całego świata, a nie tylko z polskimi utworami. Mimo że jesteśmy polskim zespołem śpiewającym po angielsku, nie jesteśmy traktowani jako muzyka polska.

Szczerze mówiąc, ja gdy usłyszałam Was pierwszy raz, a to było jeszcze przed Must Be The Music, nie myślałam, że jesteście z Polski.
Kuba: Tak? To miłe!
Adam: Bo Kuba śpiewa ładnie po angielsku, bez maniery.
Kuba: Ale to jest ciężkie brzemię, jak śpiewasz po polsku i po angielsku, bo można wtedy zgłupieć i to śmiesznie brzmi, dlatego Tune tworzy tylko w języku angielskim.

Podczas Waszej trasy zauważyłam niemalże brak suportów… Czym to jest spowodowane?
Kuba: Bo marudzą. (śmiech)
Adam: Tak naprawdę my mamy dwa problemy z supportami. Pierwszy wynika nie z naszej winy i chodzi o to, że większość klubów nie potrafi ogarnąć dwóch zespołów w sposób profesjonalny i zawsze jest kłopot ze sprzętem, nagłośnieniem, zapamiętaniem ustawień na stole. Natomiast drugi problem jest taki, że supporty wcale nie są supportami. Ich zadaniem teoretycznie jest ściągnięcie pewnej ilości osób na koncert, a z doświadczenia wiemy, że wychodzi zupełnie odwrotnie. I jest tak, że to raczej my ich wspieramy, a nie oni nas. Aczkolwiek czasami korzystamy z supportów.
Kuba: Często też jest tak, że supporty są narzucane odgórnie i wychodzi wtedy różnie. Natomiast sądzę, że jeśli istnieją zespoły, które chciałyby supportować nas w którymś mieście, to powinny się zgłaszać na Social Tune z demówką, bo jeśli będzie to coś, co nas złapie za serce, chętnie podejmiemy współpracę.
Adam: Fajnie by było, aby to wnosiło coś do sztuki, do całokształtu w aspekcie artystycznym. Aby ludzie nie czekali na nas i byli niezadowoleni. Spotkałem się ze stwierdzeniem, że im gorszy support, tym lepiej, bo to daje kontrast i stawia główny zespół w lepszym świetle.
Kuba: A nie na tym nam zależy. I nie chodzi też o to, aby robić wszystko w tym samym stylu, a wręcz przeciwnie.
Adam: To musi być fajne, ciekawe, przykuwające uwagę…
Kuba: O, na przykład, pamiętasz w Katowicach, w tych poprzednich, wyszedł chłopak z gitarą, strasznie zawodził, rzępolił na tej gitarze, ale był tak przeuroczy, że ja byłem wniebowzięty. I to nie był kontrast na zasadzie: ale on słaby, a my lepsi. Chodziło o to, że na scenie pojawiła się jakaś indywidualność, ktoś wyrazisty, kto budzi emocje i to działa, dlatego zapraszamy na Social Tune.

A skoro mowa o koncertach – to macie sprecyzowane cele co do występów. Może jakiś festiwal, np. Woodstock?
Kuba: Woodstock już był! (śmiech) Nuda!
Adam: Z Woodstockiem jest ten problem, że trudno jest się wbić tam w jakieś sensowne godziny, a
mam obawy co do tego, jak zabrzmi muzyka Tune o godzinie 13, kiedy większość osób będzie skacowana.
Kuba: Nie chodzi nam też o to, żeby za wszelką cenę zagrać na festiwalu, gdyż zdarzały się przypadki, że bardzo fajne polskie zespoły grały w namiocie przed wielkim zespołem, to jedyną publicznością był tłum przemieszczający się pod wielką scenę, a pod ich sceną nie było nikogo.
Adam: Trzeba po prostu uważać na to, aby to działało na korzyść zespołu.

Pragniecie dodać coś od siebie?
Kuba: Bardzo pozdrawiamy czytelników portalu i mamy nadzieję, że koncert w Radomiu będzie tym, który zapamiętamy na długo.

Udanego koncertu i dziękuję za wywiad!
Kuba i Adam: Dziękujemy!

DSC01353
DSC01455

Wywiad został przeprowadzony 1.03.2013 roku. 

Autorka zdjęć: Sylwia Winerowicz. 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj