Już w tym tygodniu Pod Sufitem Dżungla uczci 25 zagranych koncertów od początku istnienia.

To doskonała okazja, by porozmawiać z wokalistą zespołu, Łukaszem Bernasiem, o tym, jak wygląda współpraca pomiędzy członkami grupy i jakie plany mają na najbliższe miesiące. Przy okazji Łukasz opowiada o swoich wyobrażeniach o byciu Brucem Dickinsonem, opóźnieniach pociągu, polskiej scenie funkowej i nie tylko!

Daria Prygiel: Jak idą przygotowania do 25 koncertu?

Łukasz Bernaś: Od jakiegoś czasu idą dosyć intensywnie. Są próby, bo, jak wiesz, zaszła w zespole zmiana personalna – Steve’a zastąpił Misza, więc mieliśmy nieco więcej pracy, zobaczymy, jak to wyjdzie, ale jestem bardzo pozytywnie nastawiony. W Radomiu nie mamy aż tak ogranego materiału, bo występowaliśmy tu ze 2-3 razy.

Zagraliście sporo koncertów, w klubach, ale i na festiwalach. Który najbardziej zapadł Ci w pamięci?

Na pewno fajnie było na Juwenaliach w Krakowie, ale bardzo dobrze wspominam koncert na Stadionie Syrenki w Warszawie, gdzie graliśmy również podczas Juwenaliów. Tam przekonaliśmy się, jak wygląda to od strony technicznej, bo zaraz po nas występowało Lady Pank, a potem T. Love – ciekawe doświadczenie. W Krakowie świetna energia była również w Fortach Kleparz, występ tam uznałbym za jeden z lepszych koncertów, przynajmniej dla mnie. I szczególnie zapamiętałem też Chłodną 25 w Warszawie, przyszło sporo osób, choć było bardziej kameralnie niż na Juwenaliach, więc wytworzyła się przyjemna atmosfera. Nie mogę też przeoczyć Muzycznej Jesieni, gdzie wystąpiliśmy zaledwie po miesiącu współpracy i zdobyliśmy III nagrodę. Pierwsze doświadczenie zespołowe, które przyniosło nadzieję na to, że będzie to się fajnie rozwijało i się rozwija!

Ty studiujesz w Krakowie, Wojtek w Lublinie, a z kolei np. Bartek uczy się w Radomiu, więc jesteście nieco porozrzucani po Polsce. Jak zatem wygląda Wasza współpraca? Trudno jest się Wam zgrać?

Każdy z nas podchodzi do grania poważnie, więc chcemy, aby było jak najlepiej i dlatego gdy tylko mogę, ładuję się w pociąg, który swoja drogą zawsze się spóźnia od 40 minut do 1,5 godziny, pozdrawiam w tym momencie PKP, i zawsze wyjeżdżając na próbę, jestem spóźniony, ale jestem. Wspólnymi siłami ku wspólnemu celu jesteśmy w stanie się zorganizować. Każdy z nas ma sporo zajęć pobocznych, ale gdy chodzi o zespół potrafimy się zmobilizować, a że każdy chce, aby było dobrze, to  się poświęcamy.

Wasza muzyka to mieszanka stylów. Który z nich jest Ci najbliższy?

Ja jestem starym dzieckiem oldschoolowego hip hopu razem z Dodkiem z Zespołu Zaburzeń Świadomości . Na początku właśnie taką muzyką głównie się jaraliśmy, mimo że ja mam taką przeszłość metalową, kiedy wydawało mi się, że jestem Brucem Dickinsonem, zapuszczałem długie włosy i wydzierałem się w Resursie, czego nikt nie pamięta. I dobrze! (śmiech) Jednak odkryłem w sobie pierwotny vibe, który zawiera hip hop i stąd wzięła się inspiracja muzyką funkową. Później zacząłem grzebać – jazz, acid jazz, soul i inne mieszanki, które inspirują do teraz. Do tego doszli też nowi ludzie, a każdy z nas słucha różnych rzeczy, więc  horyzont muzyczny stale się poszerza.

W jakim gatunku chciałbyś się sprawdzić, a do tej pory jeszcze nie miałeś okazji?

Uuuu, to jest ciekawe pytanie!  W skandynawskim black metalu z tekstem śpiewanym od tyłu cyrylicą. (śmiech) Jednak tak całkowicie poważnie, to myślałem o piosence aktorskiej. Wydaje mi się, że mam parę pomysłów, które nie są zagospodarowane z tego względu, że są bardziej w tym stylu,  czego jeszcze nie robiłem. Myślę, że mógłbym się w tym odnaleźć!

Jak oceniasz polską scenę funkową?

Ja podchodzę do funkowych zespołów, jak i w ogóle do zespołów indywidualnie. Szukam perełek. Jest wiele zespołów, które bardzo dobrze grają muzykę funkową.  Przekonuję się o tym, gdy jeździmy na przeglądy, festiwale i tam nie ma nieprzygotowanych czy słabych kapel. Jak oceniam zespół, to oceniam go też pod względem koncepcji, spójnego pomysłu. Dla przykładu – kilka lat temu rozłożył mnie na łopatki zespół Łąki Łan i do dziś za płytę „Armanda” biję pokłony, ponieważ przez dwa lata jeździła ze mną wszędzie, co więcej – wciąż się nie nudzi.
To właśnie pasuje mi do tego, jak ja staram się sortować muzykę funkową – liczy się pomysł, bo to, że ktoś założy perukę i będzie się gibał, to już oczywiście było i to jest spoko, można się bawić, nie mam do tego żadnych zastrzeżeń. Jednak w momencie, kiedy chciałbym zostać aktywnym fanem tego zespołu, chciałbym się im oddać, kupić płytę, koszulkę, iść na koncert, zlizać pot z barierki (śmiech), to ja potrzebuję ekstremalnych doznań i takich zespołów jest już  dużo mniej. Trzeba wskoczyć na zupełnie inny level postrzegania muzyki – muzyki jako całość, począwszy od warstwy muzycznej przez teksty, przez wizerunek czy koncepcję. I do mnie takie rzeczy najbardziej trafiają.

Wiem, że udało się Wam nagrać płytę jako Pod Sufitem Dżungla. Jak wyglądały prace nad nią?

Zacznijmy od tego, że jest to demko póki co – to, co udało nam się zarejestrować przez ostatni rok działalności. Chociaż oczywiście pomysłów i aranży powstało więcej. Przychodziłem na próby ze skrawkami pomysłów i że tak powiem, dłubaliśmy przy tym. Jako taką płytę miałem zrobioną już wcześniej, ale zupełnie innego tempa i obrazu nabrało to, gdy chłopaki się z tym zapoznali i zaczęliśmy nad tym pracować, dodawać nowe patenty i smaczki. A to demko  to takie krótkie mignięcie z tego, co robimy na koncertach. Zarejestrowaliśmy to wydawnictwo pod koniec zeszłego roku, ale finalnie demo było gotowe mniej więcej w kwietniu. I dzięki temu mamy konkretną wizytówkę, coś, co możemy zostawić ludziom, aby się z nami zapoznali.

Nieprzerwanie od kilku lat działasz w sferze muzycznej. Współtworzyłeś ZZŚ, teraz działasz w Pod Sufitem Dżungla. Sporo koncertów zagrałeś, z wieloma osobami też współpracowałeś. Co dla Ciebie jest najprzyjemniejszym aspektem muzykowania?

Każde z tych doświadczeń, które mnie spotyka, daje inny rodzaj doznań. Czym innym jest pisanie tekstów,  czym innym jest tworzenie muzyki, a jeszcze zupełnie inną sferą jest też koncertowanie, które znacznie się różni od pracy studyjnej. I te wszystkie rzeczy są nieporównywalne ze sobą, reprezentują inną skalę emocji, inną dawkę i inny rodzaj emocji, który towarzyszy ich wykonywaniu. Ale wszystkie są niesamowicie cenne dla mnie, bo sprawiają, że to, co robię w tej sferze muzycznej, ma sens. Wiesz, dajesz coś od siebie, pisząc tekst, robiąc muzykę i składasz to w całość, robisz to najlepiej, jak potrafisz, wrzucasz do Internetu, ludzie to odbierają i po jakimś czasie odzywa się ktoś do mnie po kilku latach braku kontaktu i mówi, że to, co robię, jest świetne, że wpadnie na koncert. To jest bardzo budujące! I widząc taką osobę na koncercie, mam okazję oddać tę energię i wszystko jakby energocyrkuluje. Z tych trzech podstawowych elementów można ten krąg energii zapętlać i rozprzestrzeniać. Amen!

Wracając do projektu Pod Sufitem Dżungla. Już za tydzień jubileuszowy 25. koncert, macie za sobą sporo dobrych występów, zdobyliście parę nagród, nagraliście EP – kę, więc czego życzyć Wam na kolejne miesiące?

Wchodzimy do studia z nowym tworem i będzie to rzecz zupełnie nowa, coś, czego po tym składzie – moim zdaniem – nikt się nie spodziewał. Robimy coś zupełnie nowego, od podstaw sami, więc możesz życzyć nam z tego tytułu, aby to nagranie wyszło najlepiej, najlepiej, najlepiej na świecie i żebyśmy z nowym materiałem zawsze jak najszybciej wchodzili do studia. I abyśmy jeździli siewnicą do dżungli po Polsce! A także tego, aby udało nam się zrealizować pewien tajny projekt, o którym myślę, który jest czymś większym niż do tej pory, więc przy sprzyjających okolicznościach jesteśmy w stanie stworzyć z tego coś fajnego. I chyba o to chodzi – by robić fajne rzeczy.

A Wam się to udaje. Zatem udanego koncertu i dziękuję za wywiad!

Dziękuję również!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj