😉

Kiedy nowa płyta? Co należy zebrać przed końcem świata? Co się zmieniło przez te 10 lat? Jeśli szukacie odpowiedzi na te pytania, to przeczytajcie wywiad z wokalistą Alicetea, Adamem, a na pewno wszystkiego się dowiecie! 

Alicetea – mówi Wam to coś? Na pewno! Nie sposób nie kojarzyć nazwy tego zespołu, który działa w branży już od 10 lat i z każdym dniem zdobywa coraz to więcej fanów dzięki swojej niebanalnej twórczości. Niedawno dostali się do polsatowskiego programu „Must Be The Music” i już w tę niedzielę 7 października o 20 zagrają na żywo podczas półfinału. Na szczęście pomiędzy przygotowaniami do występu, udało się im znaleźć parę chwil na udzielenie wywiadu! Enjoy it!

Jest Was w zespole aż ośmiu. Jak wytrzymujecie ze sobą na co dzień? Spędzacie dosyć sporo czasu, a każdy z Was jest inny… Nie macie siebie czasami dość?

Zawsze będą konflikty, jeżeli wchodzi w grę osiem trudnych charakterów. Sztuka i twórczość nie znosi kompromisów, dlatego to takie trudne. Nauczyliśmy się przez tyle lat wspólnego grania z tym żyć i tolerować swoją różnorodność. Czasami tylko powiemy sobie parę ciepłych słów dla oczyszczenia atmosfery i przywrócenia symbiozy w bandzie.

Dostaliście się do półfinału programu „Must Be The Music”. Uważacie, że tego typu TV show może pomóc w karierze? Nie macie poczucia, że się „sprzedajcie” za smsy?

Aktualnie jest to jedna z form promocji i ludzie to coraz lepiej rozumieją. Przecież programy talent show są znane na świecie od kilkunastu lat. Konkursy muzyczne czy też przeglądy odbywają się pewnie w każdym mieście od dziesiątek lat, a pokazy umiejętności artystycznych znane są od początków cywilizacji. To jest to samo tylko na większą skalę. Nasz zespół wziął udział w wielu takich kontestach w całej Polsce, ale nigdy nie uważaliśmy tego jako konkurencję z innymi zespołami, bo muzyka to nie wyścigi, zwłaszcza jeżeli postawisz obok siebie różne gatunki. Chcesz pokazać swoją twórczość i zobaczyć, co się dzieje u innych. Nawiązują się kontakty, które często prowadzą potem do wspólnych koncertów i kolaboracji. To naturalna kolej rzeczy. Oczywiście może to pomóc wypromować zespół, ale należy mieć zdrowe podejście, świadomość, że to nie zawody, choć nie ukrywajmy, że jest to wyzwanie.  Jednak bez względu na wynik trzeba robić swoje.

Już w I edycji startowaliście w tym programie. Wtedy się nie udało. Dlaczego spróbowaliście jeszcze raz? Forma rewanżu? Udowodnienie samym sobie, że możecie się dostać?

Tak, śmialiśmy się z jurorami, że przyszliśmy na drugą rundę i jak się okazało teraz znaleźliśmy się w trzeciej : ). Kuba, drugi wokalista, który wrócił do nas po przerwie, nie był w tamtej edycji i chciał spróbować. Niektórzy z nas wcześniej o tym myśleli, ale w tym czasie najważniejsza była praca w studio przy albumie. W sumie to wyszło trochę niespodziewanie.

Dlaczego wybraliście akurat „Must Be The Music”, a nie np. „Mam Talent”?

To jest program stricte muzyczny i to z inklinacją w stronę zespołów. Poza tym Ś.P. Łukasz Boro Borowiecki, nasz były menadżer namawiał nas już wcześniej do tego typu przedsięwzięcia. Był bardzo kreatywny i szukał różnych kanałów promocji. Mamy nadzieję Boro, że trzymasz gdzieś tam w górze za nas kciuki.

Od ukazania się Waszej debiutanckiej płyty minęło 4 lata. Wiem, że pracujecie nad drugim albumem. Kiedy można się go spodziewać? Dlaczego
każecie fanom aż tak długo czekać?

Mamy nadzieję, że ukaże się przed 21.12.12., żeby ludzie na gwiazdkę mieli jednak jakiś wybór: Koniec świata albo Alicetea : ). Z tym czekaniem to trudna kwestia. Procesu twórczego nie da się zaprogramować na określony cykl. U nas przez długi czas mieliśmy zmiany w szeregach i ciągłe perypetie w składzie. Mam nadzieję, że to się teraz ustabilizuje i kto wie, może zagęścimy ruchy z trzecim albumem.

Jaka będzie druga płyta? To kontynuacja tego, co pokazaliście na pierwszej czy może początek czegoś kompletnie nowego?

Dla nas każdy utwór jest kompletnie autonomicznym stylem. Płyta będzie zupełnie inna, eksploruje kolejne przestrzenie naszych pomysłów. I mająca ten sam kierunek zarazem, bo My to My. To jest zapis tego, co działo się z tym zespołem, ale już w innym czasie.

Wasza muzyka ma bardzo pozytywny przekaz. Wy na co dzień też macie takie podejście do świata? Staracie się być optymistami? Czy może szklanka jest dla Was zawsze do połowy pusta?

Nie wszystkie nasze utwory mają pozytywny wydźwięk, bo są rzeczy w życiu, do których nie powinno się podchodzić lekko. Ale większość tematów rzeczywiście przedstawiamy w sposób pozytywny. Bo nawet jeżeli coś jest problemem, można pokazać to w sposób zdystansowany, nie tracąc klarowności przekazu. Takie jest życie, mieszają się w nim dobre i złe rzeczy. Myślę, że jesteśmy optymistami z dużą dozą realizmu.

Alicetea istnieje już 10 lat. To okazja do podsumowań. Jak scharakteryzowalibyście ten okres w Waszym życiu? Czy Alicetea bardzo zmieniło się podczas tych 10 lat?

😉

Myślę, że to może być temat całej osobnej rozmowy  To czas wspaniały, ale i burzliwy. Razem z zespołem i w zespole dojrzewaliśmy, były śluby i rozstania, rodziły się dzieci, radość życia, ale i pogrzeb. Przez naszą bandę przewinęło się około 20 osób, a każdy z nich ze swoją historią. Nie sposób tego zwięźle ująć. Może życie nie jest już tak beztroskie, zmagamy się z innymi problemami, z chłopaków powyrastali faceci, ale jedno się nie zmieniło – miłość do muzyki w naszym życiu!

Jak oceniacie polską scenę reggae? Czy są na niej artyści warci uwagi? Czy coś ciekawego się dzieje?

Scena reggae cały czas rozwija się i wciąż przybywają nowe składy, sound systemy. Ta muzyka wychodzi do coraz szerszej publiczności, a tym samym zyskuje nowych fanów, jak i ludzi chcących współtworzyć pozytywne wibracje. Liczba festiwali stricte reggae z roku na rok wzrasta, a line up każdej większej imprezy ma na pokładzie trójkolorowe załogi. Poziom jest oczywiście różny, ale wszystko weryfikuje publika.

Za nami większa połowa 2012 roku. Jakie macie plany na najbliższy czas? Czym się zajmiecie?

Najważniejsze teraz to skończyć album i zająć się jego promocją. Musimy też pozbierać jak najwięcej konserw mięsnych i wegetariańskich na wypadek, gdyby kalendarz Majów się sprawdził : ). Miłosz podobno ma na chacie schron!

Czy jest coś szczególnego, co chcielibyście przekazać czytelnikom FreeRadom?

Tak. Adin, dwa, tri twaje oczy stają się ciężkie, włączasz Polsat w niedzielę 7 października o 20.00 i głosujesz na… kogo chcesz… A będzie nam bardzo miło jeżeli będzie to ALICETEA.

😉

Zatem – już wiecie, co robić! 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj